Camino Portugalskie wybrzeżem / Caminho Portugues da Costa (Senda Litoral)

Dzień 1 – Porto.

Pierwszy oddech Camino.

Do Porto przyleciałyśmy około godziny 15. Nie spieszyłyśmy się nigdzie – to był dzień na oswojenie nowego miejsca, złapanie pierwszego oddechu i łagodne wejście w rytm naszej wspólnej podróży.

Z lotniska metrem dojechałyśmy do stacji Trindade, skąd już tylko krótki spacer dzielił nas od naszego apartamentu. A ten okazał się prawdziwą perełką – przestronne, 150-metrowe mieszkanie z czterema dwuosobowymi pokojami, każdy z własną łazienką, dużym salonem, jadalnią z ogromnym stołem i w pełni wyposażoną kuchnią. To właśnie tutaj miałyśmy poczuć się przez chwilę jak w domu i poznać się trochę lepiej zanim następnego dnia wyruszymy w drogę.

Po szybkim prysznicu i krótkim odpoczynku ruszyłyśmy odkrywać Porto.

Nasze pierwsze kroki skierowałyśmy do Katedry Sé – miejsca, z którego oficjalnie rozpoczyna się Camino Portugalskie. To właśnie tutaj planowałyśmy odebrać Paszporty Pielgrzyma, które będą nam towarzyszyć przez kolejne dni. Niestety, dotarłyśmy zbyt późno. Była niedziela, a Biuro Pielgrzyma było czynne tylko do południa.

Nie pozwoliłyśmy jednak, by zepsuło nam to nastrój. W końcu Camino już się zaczęło – może nie od pierwszej pieczątki, ale od bycia razem i pierwszych wspólnych kroków.

Z katedry ruszyłyśmy w dół, wąskimi, klimatycznymi uliczkami starego miasta, pozwalając, by Porto powoli odsłaniało przed nami swój niezwykły urok. Każdy zakręt prowadził do kolejnego pięknego zaułka, kolorowych kamienic i ukrytych sklepików. A naszym celem była rzeka Douro – serce miasta, tętniące życiem, muzyką i zapachem portugalskiej kuchni.

To był spokojny, piękny początek. Taki, który przypomina, że każda wielka podróż zaczyna się od pierwszego kroku. A czasem także od zachwytu nad miejscem, które jeszcze przed chwilą było tylko punktem na mapie.

Bom Caminho,

Monika

author-sign