Za nami Camino de Santiago dzień 8. To był kolejny deszczowy dzień na naszej drodze. Mimo tego przeszłyśmy 30 km z Vilei do Castomaior.
Po drodze minęłyśmy małe miasteczko Portomarin z moim ulubionym kościółkiem z piękną, witrażową rozetą oraz słupek z napisem 100 km do Santiago (wszyscy robili sobie przy nim zdjęcie więc my oczywiście też).
Muszę przyznać, że dzisiejsza trasa była bardzo urokliwa, bo w większości szłyśmy pod baldachimami z drzew. Wielokrotnie wyobrażałyśmy sobie jak przyjemnie będzie tu w lipcu z naszą grupą. Korony drzew ponad naszymi głowami będą dawały cudowny cień i chłód. Dzisiaj w sumie też spełniały swoje zadanie, z tym, że chroniły nad przed deszczem.
Nie zliczę ile razy w ciągu dnia ubierałyśmy i rozbierałyśmy się z kurtek przeciwdeszczowych. W pewnym momencie już tylko się z tego śmiałyśmy „ no naprawdę, znowu…” Kiedy zeszło z nas napięcie, zaraz wyszło słońce. Po prostu magia
Po raz kolejny przekonałam się, że kiedy odpuszczamy napięcie oraz stres i wchodzimy w ja jestem czyli w stan bycia (bez oczekiwań) świat nie musi nas już triggerować. Wszystko układa się wtedy po naszej myśli.
Bo w tym wszystkim chodzi o naszą uważność i akceptację tego co jest. Kiedy damy uwagę emocjom, zwłaszcza tym trudnym, one mogą się rozpuścić, bo spełniły już swoje zadanie. I wtedy dzieją się takie małe cuda – wychodzi słońce, pojawia się kelner, przyjeżdża busik, spotykamy kogoś fajnego, krowy przestają muczeć.
Wystarczy to tylko, albo aż zauważyć.
Ciekawe co cudownego spotka nas jutro?
Jeśli też chciałabyś przeżyć przygodę życia jak my w 7 dniu Camino de Santiago dołącz do naszej kobiecej wyprawy Podróż Bohaterki.
Buen Camino,
Monika










